Schab długodojrzewający

1 kg schabu bez kości, 1/2 szklanki cukru, 1/2 szklanki soli, , 4 ząbki czosnku, utłuczone w moździerzu: 20 dkg suszonej słodkiej papryki, 3 łyżki pieprzu, 2 łyżki suszonego majeranku, liść laurowy.

schab

Schab umyć, okroić z błony i osuszyć ręcznikiem papierowym. Schab włożyć  do trochę większego od niego pojemnika, obsypać dokładnie cukrem i pozostawić bez przykrycia w lodówce na 24 godziny. Następnie schab dokładnie opłukać i osuszyć ręcznikiem papierowym, pojemnik umyć i wytrzeć do sucha. Umieścić schab w pojemniku, dokładnie obsypać solą i umieścić bez przykrycia w lodówce na 24 godziny. W obu przypadkach ważne jest aby odlewać z pojemnika powstały płyn. Po tym czasie, wypłukać schab z soli, dokładnie osuszyć, po czym starannie natrzeć zmiażdżonym w prasce czosnkiem, obsypać ziołami i delikatnie włożyć do siateczki. Powiesić w suchym i przewiewnym miejscu na 10-11 dni.

wysuszony schab

Z ziołową posypką można eksperymentować. Ja zamiast pieprzu dałem całą suszoną papryczkę chili. Następnym razem na pewno dodam rozmaryn. Myślę, że może kiedyś spróbuje krócej ja suszyć ale za to potem lekko ja „zadymić”.

śliczny kolor dojrzewającego schabu

Wędlinę kroimy w bardzo cienkie plasterki. Smakuje znakomicie i to bez grama chemii. Ważne jest aby znaleźć dobre miejsce do suszenia to sukces murowany.

Podziękowania dla Janusza i jego żony.

Świąteczne wędzonki

Święta Wielkiej Nocy, jak każde święta są okazją do miłego, rodzinnego biesiadowania. Co roku staramy się aby na naszym stole znalazły się nowe potrawy, oczywiście poza podstawowymi, które są  „jazdą obowiązkową”. W tym roku odważyłem się i postanowiłem zrobić własne wędzonki : szynkę i baleron. Poczyniłem wszelkie przygotowania, zapeklowałem „kulkę” i karczek …

2010_02070003

Sznurowanie ćwiczyłem na butelce. Na baleronie – się udało, ale na szynce to wielka improwizacja. Przez rok zbierałem drewno (wiedziałem, ze przyjdzie ten czas) uskładałem ze śliwy i brzoskwini. Szwagier załatwił beczkę ( moja z działki wyparowała), zakupiłem termometr, zbudowałem prowizoryczne palenisko i do dzieła …

2010_02070006

Dzień był brzydki i chłodny. Wędzenie trwało 4 godziny a na działce nic do roboty. Czy się nudziłem? Przyznam szczerze, że nie pamiętam tak przyjmie spędzonego czasu. Towarzyszył mi syn. Ubraliśmy się ciepło, zasiedliśmy na leżaki, nogi wyciągnięte do paleniska i gawędziliśmy.  Czy można w naszym zaganianym świecie znaleźć tyle czasu aby pogadać sobie na takim luzie z własnym dzieckiem … czas bezcenny

2010_02070008

Wróciliśmy do domku prawie tak pachnący jak nasze wędzonki. Wyszły jasne bo takie mieliśmy drewno, a zapach…
Po wystudzeniu mięsko zostało sparzone, pokrojone i zjedzone…

2010_02070020

Przyznam szczerze, że najbardziej byłem dumny z baleronu, wyszedł bardzo kruchy ale i szynka miała wzięcie.  Smakiem i zapachem wróciły stare czasy. Postanowiłem, że na bazie beczki zbuduję porządną wędzarnię i okazjonalnie będę robił dobre wędlinki.

 Czy warto? Warto. Czy zdrowo? Uważam, że gorsze rzeczy jadamy na co dzień.

Wszelkie wskazówki dotyczące technologii znajdziecie zaglądając na stronę wedlinydomowe.pl

Kaszuby

Zeszłoroczne wakacje spędziliśmy rodzinnie  na Kaszubach. Wiele pięknych miejsc, dobra pogoda a w jeziorze ciepła woda. Nie trafiłem do prawdziwej kaszubskiej gospody, ale też i usilnie jej nie poszukiwałem. Na trasie moich wędrówek takowych nie spotkałem. Owszem kaszubski żur jadłem kilkakrotnie … dobry. Poza tym ryby w tym i śledzia. Pana Śledzia –  króla Kaszub, ale też sporo pstrąga, który w dużych ilościach pojawił się z okazji … ochrony bałtyckiego dorsza.

image001

 Jedno z odwiedzanych przez nas miejsc bardzo pobudziło moją wyobraźnie i apetyt.  Nawiedziliśmy Muzeum Etnograficzne we Wdydzach Kiszewskich.  Zebrano w  nim, ratując od ruiny i zapomnienia elementy architektury i kultury wsi kaszubskiej. Stare zabudowania rozbierano belka po belce, opisywano i konserwowano, przewożono do skansenu i od nowa składano.

image002

Wspaniale zadbano o realizm i atmosferę. Poddasza pachniały zbożem i sianem a   spiżarnie wędzonką i lipą gdzie na półkach w słojach kaszubski król – śledź, zasmażany i marynowany. Odnosiło się wrażenie jakby znalazło się w zamieszkałym miejscu, z którego  gospodyni na chwilę wyszła do przydomowego ogródka.  Żadnej lipy, wszystko prawdziwe, apetyczne  i świeże, aż żal, że nie można było tych specjałów skosztować.

image003

Za to pofolgowaliśmy  sobie w muzealnej gospodzie – pajdą świeżutkiego, pszennego chleba ze smalcem ze skwarkami  i ogórkiem małosolnym, a na deser ruchanki … czyli racuchy z ciasta chlebowego.

image004

Gotowaliśmy sobie sami, na zmianę z Juniorem, ale bez cienia współzawodnictwa. Zdarzyło się, że zabrakło pomysłu na obiadek dla najmłodszego. Zamrażarka pełna, a w lodowce tylko pstrąg – wędzony pstrąg, ale znalazła się również: stara bułka (którą namoczono i odciśnięto), trochę rukoli i koperku (które drobno poszatkowano), cebula (którą drobno poszatkowano i zezłocono na odrobinie oleju), czosnek (który został potraktowany praską), szczypta soli i pieprzu (do smaku) oraz jajo. Wszystko dobrze wymieszano, obtoczono w bułce tartej i usmażono na oleju. Najmłodszy nie okazał wdzięczności bo jeszcze nie potrafi, reszta gawiedzi kosztowała nie mogąc „doszukać się smaku”. Oszuści. Poszło wszystko.