Bułeczki drożdżowe

70 dkg mąki pszennej 550, 400 ml letniej wody, 20g świeżych drożdży, 50 g masła w temperaturze pokojowej, 10 g soli morskiej (nie jodowanej), 20g cukru.

Krok pierwszy – rozczyn:

20g drożdzy, 400 ml, letniej wody, ok. 300 g mąki

Rozpuścić drożdże w wodzie i wymieszać z mąką. Pozostawić rozczyn na 30 min. aby rozpoczęła się fermentacja.

Krok drugi:

Rozmieszać wszystkie pozostałe składniki z rozczynem i zagnieść ciasto. Pozostawić przykryte ściereczką na 10 minut do wyrośnięcia.

Uformować ciasto w kształt wałka i podzielić na 20 części, następnie z każdej części uformować bułeczki. Obtoczyć w mące, ułożyć na natłuszczonej blasze i pozostawić do wyrośnięcia, aż podwoją swoją objętość.

Rozgrzać piekarnik do 190 st.C, wstawić do piekarnika i piec aż będą rumiane.

Z tej ilości ciasta należy bułeczki wyłożyć na dwie blachy, ponieważ jak urosną to się posklejają. Obie blachy możemy piec jednocześnie, wymieniając je miejscami w połowie pieczenia. Można blachy wyłożyć papierem do pieczenia zamiast natłuszczać.

PS. W końcowej fazie mieszania ciasta można dodać rodzynki ( ok. 10 dkg ), a przed wstawieniem do pieca, wysmarować bułeczki rozbełtanym z wodą jajkiem. Będą się ładnie błyszczały.

Wędliniarski rarytas

W cyklu miejsc gdzie warto zajrzeć w poszukiwaniu dobrego jedzenia, w tym przypadku bardzo dobrych wyrobów wędliniarskich i mięsa. Miejsce do którego trafiłem to sklepik przy Zakładzie rzeźnicko-wędliniarskim w Gołaszynie a w zasadzie w Bojanowie. Miejscowości przy trasie S5 przed Lesznem od strony Wrocławia. Podróżując tą trasą warto tam zajrzeć i zrobić małe zakupy. Przede wszystkim wszystkie wyroby są świeże (bo są produkowane „za ścianą”), maja bardzo dobre ceny (bo brak pośredników) no i przynajmniej te, które ja zakupiłem, bardzo smaczne (bo chyba zrobione uczciwie).

Nie będę wymieniał wszystkiego co tam można nabyć, ale wspomnę o jednym, który polecam – kiełbasa wołowa, polska surowa, wędzona.

Wygląda super (na zdjęciu powyżej) zapach … ach jak ona pachniała (a ja do tego byłem jeszcze głodny), drobno krojona, widać było, że dobrze peklowana i uwędzona.

Z ciekawości rozkroiłem jedną wzdłuż, aby sprawdzić jak wygląda, było dobrze, równomierna konsystencja i piękny kolor. Oddzieliłem od osłonki, dodałem żółto, pieprz i ząbek czosnku … tatar wyszedł palce lizać.

Boczek i salceson też były wyborne ( po salceson szefowa udała się na zakład i dostałem jeszcze ciepły). Jak dobrze, że istnieją jeszcze takie miejsca. Szczerze polecam, warto zjechać z drogi.

Kiszone buraki

1 kg czerwonych buraków, 0.75 przegotowanej, zimnej wody, 1 łyżka soli, 4 ząbki czosnku, 4 ziarenka ziela angielskiego, 2 liście laurowe,  „rozrusznik” czyli skórka z jabłka lub kromka chleba na zakwasie czy trochę soku z kiszonej kapusty (ogórków).

♦ Buraczki umyć obrać ze skórki i pokroić na ćwiartki lub mniejsze kawałki w zależności od wielości buraka i umieścić w słoju. Dodać do buraków ziele angielski, czosnek, i liście laurowe. Na wierzch umieścić ostatni składnik, czyli „rozrusznik”. Zalać posoloną wodą.

♦ Buraczki nie mogą wystawać nad lustrem zalewy, ponieważ są niepokorne i lubią wypływać na powierzchnie, musimy je pod zalewą przytrzymać. Proponuje talerzyk lub deseczką obciążaną np. kamieniem (oczywiście wszystko bardzo czyste). Pojemnik przykrywamy  szczelnie ściereczką i odstawiamy na 5 dni w ciemnym miejscu w temperaturze pokojowej. Na początku pojawi się piana co jest pozytywną oznakę rozwoju bakterii (bo to one wykonują tu czarną robotę). Po tym czasie można już zlać cały sok do butelki, który szczelnie zamknięty możemy przetrzymać w lodówce do kilku tygodni.

♦ Ukiszone buraczki nadają się na surówki. Możemy również po 5 dniach wynieść pojemnik z kiszonką do chłodnego pomieszczenia, gdzie przed zlaniem przetrzyma jeszcze ze 2 tygodnie nic na tym nie tracąc, a może wręcz przeciwnie.

♦ Oczywiście ilości wszystkich składników tej kiszonki jest umowna, ale ważne są ich proporcje. Będzie ona oczywiście zależała od wielkości naczynia w którym będziemy kisili. Po pierwszym razie będziemy już w stanie określić ile no i jak często.

♦ My przede wszystkim wykorzystujemy sok, pijemy codziennie po pół szklaneczki przez okres zimowy. Jest on niedocenianym źródłem kwasu mlekowego , witamin, mikroelementów i bakterii tak cennych dla naszych jelit.

♦ Polecam bo czynność banalnie prosta.